Foto 2

24 godziny na granicy możliwości. Oto technologia ukryta pod barwami Inter Europol Competition.

Niedawno zaprezentowaliśmy specjalne malowanie Art Car, w którym nasza ORECA 07-Gibson wystartuje w 24 Hours of Le Mans. To projekt inspirowany polskimi polami rzepaku, ruchem, światłem i energią, która od lat jest częścią Inter Europol Competition. Ale pod tymi pięknymi barwami kryje się coś więcej niż design. To technologia wyścigowa z najwyższej półki. Maszyna zbudowana po to, aby przez 24 godziny pracować na limicie, okrążenie po okrążeniu, metr po metrze.

ORECA 07 to prototyp klasy LMP2, czyli zamknięty samochód wyścigowy zaprojektowany wyłącznie do rywalizacji. Nie ma tu kompromisów znanych z aut drogowych. Każdy element ma konkretne zadanie: być lekki, wytrzymały, przewidywalny i szybki przez cały dystans Le Mans.

Podstawą konstrukcji jest monokok wykonany z włókna węglowego i struktury typu honeycomb. To serce całego nadwozia i klatka bezpieczeństwa dla kierowcy. Do niego mocowane są najważniejsze elementy samochodu: zawieszenie, układ napędowy, nadwozie aerodynamiczne i wszystkie systemy potrzebne do pracy prototypu. Samochód mierzy 4745 mm długości, 1895 mm szerokości i tylko 1045 mm wysokości. Jest szeroki, niski i niezwykle precyzyjnie zaprojektowany pod kątem przepływu powietrza.

W standardowej specyfikacji ORECA 07 waży 930 kg bez paliwa i kierowcy. Na Le Mans 2026 przepisy dla LMP2 podnoszą minimalną masę samochodu do 950 kg. To oznacza, że każdy kilogram ma znaczenie. Inżynierowie nie myślą tylko o tym, ile samochód waży, ale także gdzie ta masa się znajduje. Balast, wysokość zawieszenia, rozkład masy, balans aerodynamiczny i zużycie paliwa tworzą układ naczyń połączonych. Dobra decyzja w jednym miejscu może dać dziesiąte części sekundy na okrążeniu. Zła decyzja może kosztować tempo, opony albo stabilność w nocy, gdy tor zmienia temperaturę.

Nadwozie ORECA 07 to nie tylko karoseria. To narzędzie aerodynamiczne. W Le Mans szczególne znaczenie ma konfiguracja o niskim oporze, ponieważ Circuit de la Sarthe łączy bardzo długie proste z szybkimi łukami i mocnymi hamowaniami. Samochód musi być szybki na prostych, ale jednocześnie stabilny w Porsche Curves, pod hamowaniem do Mulsanne i w zmianach kierunku, gdzie kierowca potrzebuje absolutnego zaufania do auta. Regulamin ogranicza swobodę rozwoju aerodynamicznego, dlatego zespoły nie mogą dowolnie modyfikować kształtu nadwozia. Na Le Mans obowiązuje określona konfiguracja bodyworku, a praca zespołu polega na perfekcyjnym ustawieniu tego, co wolno regulować.

Jednym z najważniejszych obszarów pracy inżynierów jest zawieszenie. ORECA 07 wykorzystuje układ podwójnych wahaczy. To klasyczne rozwiązanie dla prototypów, pozwalające bardzo precyzyjnie kontrolować pracę kół, wysokość samochodu i reakcję na tarki. Zespół może pracować nad ustawieniami sprężyn, amortyzatorów, stabilizatorów, geometrii, prześwitu, zbieżności, pochylenia kół i balansu mechanicznego. Nie można jednak zmieniać wszystkiego. Regulamin zakazuje aktywnego zawieszenia, elektrycznie sterowanych amortyzatorów, połączeń hydraulicznych między stronami samochodu czy systemów zmieniających prześwit w trakcie jazdy. Kierowca nie może z kokpitu regulować sprężyn, amortyzatorów ani stabilizatorów. W LMP2 szybkość rodzi się więc nie z „magicznych” systemów, ale z pracy ludzi, danych i doświadczenia.

Za plecami kierowcy pracuje serce prototypu: Gibson GK428. To wolnossący silnik V8 o pojemności 4,2 litra, opracowany specjalnie do wyścigów długodystansowych. Jednostka waży około 135 kg, generuje około 600 KM i 555 Nm momentu obrotowego. Nie ma turbosprężarki, nie ma hybrydy, nie ma trybów znanych z najwyższej klasy Hypercar. Jest za to czysta, mechaniczna odpowiedź na gaz, dźwięk V8 i niezawodność, bez której Le Mans nie wybacza.

Silnik jest taki sam dla całej klasy LMP2. To bardzo ważne. W tej kategorii nie chodzi o wyścig zbrojeń producentów, ale o równe warunki dla niezależnych zespołów. Regulamin ogranicza rozwój samochodu i układu napędowego. Nie można dowolnie poprawiać silnika, zmieniać jego charakterystyki czy szukać mocy poza wyznaczonymi ramami. Dlatego przewagę buduje się gdzie indziej: w przygotowaniu, strategii, ustawieniach, pracy mechaników, analizie danych, zarządzaniu oponami i paliwem oraz w jakości decyzji podejmowanych pod presją.

Moc trafia na tylne koła przez sześciobiegową sekwencyjną skrzynię biegów. Tu również regulamin jasno określa granice. Dozwolonych jest maksymalnie sześć przełożeń do jazdy do przodu, homologowane zestawy przełożeń i jeden bieg wsteczny. Nie można dowolnie mieszać pojedynczych biegów – zestawy muszą być używane jako całość – w tegorocznym Le Mans, wszystkie zespołu maja takie same przełożenia.

Kolejny świat to hamulce. Na jednym okrążeniu kierowca wielokrotnie przechodzi z bardzo wysokich prędkości do ciasnych zakrętów. Każde hamowanie to ogromna energia, temperatura i obciążenie dla samochodu. Zespół może pracować nad balansem hamulców, tarcze i klocki hamulcowe są homologowane i takie same dla wszystkich zespołów. Kierowca musi mieć pewność, że pedał hamulca będzie taki sam o 16:00, o 3:00 w nocy i po wschodzie słońca. W Le Mans szybkość to nie jednorazowy atak. To powtarzalność.

W czasie tygodnia Le Mans samochód przejeżdża ogromny dystans jeszcze przed startem wyścigu. Test Day, treningi wolne, kwalifikacje, Hyperpole i warm-up mogą oznaczać około 1000–1500 km jazdy, w zależności od programu zespołu, warunków, czerwonych flag i tego, ile okrążeń trzeba poświęcić na sprawdzenie ustawień, kierowców oraz procedur. Sam wyścig to zupełnie inna skala. Przy dystansie około 367 okrążeń, takim jak w zwycięskim dla Inter Europol Competition wyścigu LMP2 w 2025 roku, ORECA pokonuje około 5000 km. Łącznie cały tydzień może więc oznaczać nawet 7000  km pracy jednego prototypu.

To tak, jakby przejechać z Warszawy do Lizbony i z powrotem, ale pełnym tempem wyścigowym, przy temperaturach, przeciążeniach, zmianach kierowców, tankowaniach, pit stopach i ciągłej walce z rywalami.

Paliwo jest jednym z najważniejszych elementów strategii. Maksymalna ilość paliwa na pokładzie LMP2 w Le Mans 2026 wynosi 75 litrów. W trakcie wyścigu pełny stint oznacza zwykle około 10 – 11 okrążeń, zależnie od tempa, neutralizacji i oszczędzania paliwa. W samym 24-godzinnym wyścigu prototyp LMP2 może zużyć szacunkowo około 2600–2900 litrów paliwa. W czasie treningów, kwalifikacji i przygotowań przed wyścigiem dochodzą kolejne setki litrów. Cały tydzień Le Mans to więc w przybliżeniu ponad 3500 litrów paliwa na jeden samochód, zależnie od programu jazd i warunków na torze.

Opony są równie ważne jak paliwo. W LMP2 na Le Mans 2026 regulamin przewiduje 24 slicki na treningi i kwalifikacje, 12 slicków na Hyperpole oraz 56 slicków na wyścig. To 14 kompletów na sam wyścig. Deszczówki nie są limitowane, ale można ich używać tylko wtedy, gdy tor zostanie oficjalnie uznany za mokry. W praktyce zespół nie tylko „zużywa opony”. Zespół zarządza ich życiem. Jeden komplet może przejechać kilka stintów, jeśli tempo, temperatura toru i styl jazdy na to pozwalają. Czasem zmiana opon daje prędkość. Czasem brak zmiany daje czas w pit stopie. To jedna z tych decyzji, które mogą wygrać albo przegrać Le Mans.

W tym wszystkim ORECA 07 pozostaje samochodem bardzo ograniczonym regulaminowo, ale właśnie dlatego tak fascynującym. Zespoły nie mogą po prostu przywieźć nowych części i „kupić” tempa. Muszą wydobyć maksimum z tego, co mają. Regulować można ustawienia mechaniczne, aerobalans w dopuszczonych granicach, prześwit, geometrię, balans hamulców, ciśnienia i pracę opon w ramach wymogów dostawcy, mapy i strategie dopuszczone regulaminem oraz procedury pit stopów. Ograniczone są natomiast silnik, główna konstrukcja nadwozia, homologowane elementy, aktywne systemy, przełożenia, pojemność zbiornika paliwa, masa minimalna i liczba opon.

Dlatego Le Mans nie jest tylko wyścigiem samochodów. To wyścig ludzi, procedur, obliczeń i detali. Każdy stint to test kierowcy. Każdy pit stop to test mechaników. Każde ustawienie to decyzja inżynierów. Każde okrążenie to informacja, którą trzeba zrozumieć szybciej niż rywale.

Art Car przyciąga wzrok. Kolory opowiadają historię. Ale pod nimi pracuje prototyp, który powstał do jednego celu: przetrwać największy wyścig świata i walczyć o zwycięstwo.

To właśnie jest Le Mans. Piękno na zewnątrz. Technologia pod skórą. I zespół, który musi połączyć jedno z drugim przez pełne 24 godziny.

Foto 1

80 osób, 8 ciężarówek i dwa tygodnie pracy bez pauzy. Tak wygląda Le Mans od kulis Inter Europol Competition

Już 13 czerwca wystartuje największy wyścig świata. Dla kibiców 24h Le Mans to jeden wyścig. 24 godziny walki, nocna jazda i finałowa flaga w niedzielne popołudnie. Dla zespołu Inter Europol Competition wszystko zaczyna się jednak znacznie wcześniej, na długo przed pierwszym uruchomieniem silnika w alei serwisowej.

W rzeczywistości Le Mans to ogromna operacja logistyczna, organizacyjna i techniczna, która przez blisko dwa tygodnie działa praktycznie bez zatrzymywania się. Za całość od strony operacyjnej odpowiada Aleksander Jeżewski, dyrektor operacyjny zespołu, koordynujący pracę ponad 80 osób i jednej z największych struktur logistycznych w historii zespołu.

„Le Mans to trochę jak budowa małego miasta na dwa tygodnie. Wszystko musi działać idealnie: transport, części, harmonogramy, catering, garaże, komunikacja między działami. W pewnym momencie skala robi się naprawdę ogromna.” – mówi Aleksander Jeżewski.

Do Francji z bazy zespołu wyjeżdża osiem ciężarówek wypełnionych wyposażeniem technicznym, częściami zamiennymi, elektroniką, narzędziami, zapleczem hospitality oraz całym garażowym „miastem”, które przez kolejne dni będzie funkcjonowało praktycznie 24 godziny na dobę. Sama podróż z Polski do Le Mans to blisko 1800 kilometrów.

Na miejscu wszystko trzeba zbudować od zera. Garaże, stanowiska inżynierskie, magazyny części, zaplecze dla kierowców, kuchnia, hospitality dla partnerów i strefy odpoczynku dla załogi. W praktyce oznacza to dwa tygodnie pracy bez klasycznego podziału na dzień i noc.

W najbardziej intensywnych momentach członkowie zespołu pracują nawet po 18 godzin dziennie. Mechanicy kończą przygotowania samochodów późno w nocy, inżynierowie analizują dane jeszcze kilka godzin po zakończeniu sesji, a dział logistyczny równolegle koordynuje dostawy części, harmonogramy i transport ludzi pomiędzy paddockiem, lotniskami oraz hotelami.

„W wyścigach długodystansowych nie istnieje coś takiego jak „mały problem”. Jedno opóźnienie potrafi uruchomić efekt domina. Dlatego wszystko planujemy z ogromnym wyprzedzeniem, często minuta po minucie.” – dodaje Jeżewski.

Skala całej operacji najlepiej wygląda w liczbach robi wrażenie.

Podczas dwóch tygodni Le Mans zespół przygotowuje około 2000 posiłków dla członków ekipy, partnerów i gości. W paddocku zużywa się 5 tysięcy butelek wody, napojów i kawy. Same ciężarówki przewożą kilka ton sprzętu technicznego i infrastruktury. W trakcie jednego dnia pracy członkowie zespołu potrafią pokonać pieszo nawet kilkanaście kilometrów przemieszczając się między garażami, pit lane, centrum technicznym i paddockiem.

Ciekawostką jest fakt, że podczas Le Mans praktycznie nigdy nie gaśnie światło w garażach. Nawet w środku nocy pracują tam mechanicy, inżynierowie danych, elektrycy czy specjaliści od strategii wyścigowej. Każda minuta może mieć znaczenie, szczególnie gdy samochód wraca do garażu po wielogodzinnym stincie.

Ogromnym wyzwaniem jest również sama koordynacja ludzi. W tym roku Inter Europol Competition obsługuje nie tylko program LMP2, ale również projekt z Road to Le Mans i aktywacjami partnerów. To oznacza dziesiątki lotów, hoteli, akredytacji i harmonogramów, które muszą zostać zsynchronizowane praktycznie co do minuty.

„Na torze kibice widzą głównie kierowców i samochody, ale za nimi stoi gigantyczna grupa ludzi. Każda osoba w tym zespole ma swoje zadanie i od każdego zależy końcowy wynik. W Le Mans sukces nigdy nie jest dziełem jednej osoby.” – podkreśla Jeżewski.

Inter Europol Competition od kilku lat należy do ścisłej czołówki kategorii LMP2 podczas 24h Le Mans. Zwycięstwo w 2023 i 2025 roku oraz drugie miejsce w 2024 pokazały, że polski zespół potrafi rywalizować z największymi światowymi zespołami. Jednak wewnątrz zespołu wszyscy podkreślają, że sukces zaczyna się dużo wcześniej niż w momencie zapalenia zielonych świateł do wyścigu.

Bo Le Mans to nie tylko 24 godziny ścigania. To tysiące godzin przygotowań, setki procedur i dziesiątki ludzi pracujących za kulisami po to, żeby przez jedną dobę wszystko działało perfekcyjnie.